reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:00
( 1 : 2 )
2 : 5
Raport

Cleopartner by mieć pewne utrzymanie w lidze musiał zdobyć punkty w spotkaniu z Freedom. Od początku widać było determinacje w obozie gości i dość szybko team Dmytro Zhdanova wyszedł na prowadzenie. Gospodarze,  którzy spadli do niższej ligi tym razem nie byli tak dobrze dysponowani w porównaniu z poprzednimi spotkaniami. Mimo, że na początku gra się nie kleiła, to jednak z czasem Freedom zaczął lepiej funkcjonować. Stwarzał sobie sytuacje i po bramce Nikity Dzamala wyrównał. Od tego momentu gra się wyrównała i w szeregi Cleopartnera wdała się nerwowość. Kilka razy złe rozegranie mogło się źle skończyć. Goście jednak ponownie wyszli na prowadzenie pod koniec pierwszej połowy po błędzie obrony rywali. Po 25 minutach rywalizacji było zatem 1:2. Po zmianie stron goście ruszyli by powiększyć przewagę. Dwie szybko strzelone bramki dały spokój i przy stanie 1:4 Cleopartner starał się kontrolować mecz. Długo grał piłką z bramkarzem i nie spieszył się by atakować bramkę przeciwników. Rywale starali się odrobić straty ale byli tego dnia bardzo nieskuteczni. Niemoc ponownie przełamał Nikita Dzamal i przy stanie 2:4 Freedom miał jeszcze nadzieje na odrobienie strat, jednak Vadim Chuchva  po kontrze ustalił wynik meczu na 2:5. To oznacza, że goście mają utrzymanie niezależnie od wyników innych meczy. Freedom mimo walki spada z ligi, ale mamy nadzieję,  że w kolejnym sezonie postara się walczyć o najwyższe cele.

2
15:00
( 3 : 1 )
8 : 2
Raport

W ostatniej kolejce FC Otamany podejmowały Niski Press. Było to starcie o wymiarze symbolicznym – Otamany fatalnie weszły w początek sezonu i po 9 kolejkach znajdowały się w strefie spadkowej, a sezon kończą na czwartym miejscu. Niski Press po pierwszej rundzie powinien bić się o strefę medalową, a ostatecznie czeka go spadek do niższej ligi. Oto jak przewrotna potrafi być piłka nożna. Oczywiście w przypadku teamu Dawida Wichowskiego głównym powodem takiego stanu rzeczy były różnego rodzaju problemy kadrowe, które przełożyły się na kiepską frekwencję. Chłopaków doceniamy za to, że nie poddali się i walczyli do samego końca, mimo braku rezerw, jak i okrutnych warunków pogodowych. Drużyna Romy Starykha na frekwencję narzekać nie mogła i już w 4 minucie wynik otworzył Dmytro Arterchuk. Chwilę później Dmytro miał okazję podwyższyć, ale w sytuacji jeden na jednego górą był golkiper gości Dawida Szeluga. W 12 minucie coś zgrzytnęło w defensywie gospodarzy, zostawili Bartłomiejowi Fladze sporo miejsca, a ten huknął nie do obrony i mieliśmy remis. Otamany błyskawicznie odpowiedziały golem Ihor Matsiievskiego, a jeszcze przed przerwą gospodarze podwyższyli golem Yauheniego Novika. Druga połowa przebiegła podobnie jak cała runda wiosenna w wykonaniu Niskiego Pressu. Chęci i woli walki nie brakowało, ale gorzej było z siłami, które opadały z każdą minutą meczu. Dawid Wichowski i jego koledzy zostawili na boisku sporo zdrowia, ale nie byli w stanie realnie zagrozić przewadze Otamanów. Gospodarze stosunkowo szybko odskoczyli wynikiem na 5:1 i choć Maciej Kulik wbił gola na 5:2, a do końca meczu pozostawał kwadrans, już tylko Ukraińcy strzelali gole. Nazarii Kozlynets dwukrotnie, a Michał Harkavka raz pokonał Dawida Szelugę i Otamany gładko pokonały Niski Press 8:2.

3
16:30

Mecz na szczycie 1 ligi. Obie drużyny już wcześniej miały zapewniony awans do ekstraklasy, więc było to dla nich spotkanie tylko o prestiż. Faworytem tego pojedynku byli goście, którzy odnieśli komplet zwycięstw w 17 dotychczasowych kolejkach. Deportivo la Chickeno personalnie wyglądało dobrze, w końcu pojawili się z kilkoma zmianami, które były bardzo ważne w kontekście słonecznej pogody, która dopisała nam w ostatnią niedzielę. Ich rywale również wystąpili w niemal najmocniejszym zestawieniu co zwiastowało nam duże sportowe emocje. Początek meczu należał do gospodarzy. Pierwszą bramkę w 5 minucie zdobył Eryk Agnyziak po podaniu Szkopińskiego. Chwilę później na 2:0 podwyższył Zych. Pierwsze 10 minut to zdecydowana przewaga wicelidera. Marazm drużyny Alpan przerwało wejście Kamila Melchera. „Król asyst” dwukrotnie podał do Marcinkiewicza, a najlepszy strzelec lidera 1 ligi dopełnił formalności. Do przerwy kapitalną postawę w tej potyczce potwierdził Patryk Zych, który dorzucił 3 gole co dało prowadzenie jego ekipie po pierwszych 25 minutach 5:2. To co działo się w 2 połowie meczu przeszło najśmielsze oczekiwania każdego, kto oglądał ten pojedynek. Dziewiętnaście goli które padło, na pewno mogłoby kandydować do miana największej liczby strzelonych bramek w jednej połowie. Gole padały tak szybko i tak często, że sami zawodnicy sprawiali wrażenie jakby nie do końca wiedzieli jaki jest aktualny wynik meczu. Pojedynek ten bardziej przypominał walkę bokserską niż mecz ligi szóstek. Mimo to całą drugą połowę wynik był bezpieczny dla drużyny prowadzącej. Jak tylko Alpan zdołał strzelić gola to ich przeciwnicy również odpowiadali trafieniem. Najwięcej ich, bo aż 7 zanotował Patryk Zych, 6 dla przeciwników strzelił Mateusz Marcinkiewicz. Były to postacie zdecydowanie najbardziej wyróżniające się. Ostatecznie Deportivo La Chickeno pokonało Alpan 14:12 rewanżując się za porażkę z rundy jesiennej i zabierając punkty przeciwnikom jako pierwsza ekipa w tym sezonie.

4
16:30
( 1 : 1 )
6 : 3
Raport

Walcząca o opuszczenie czerwonej strefy i utrzymanie się w pierwszej lidze drużyna Tylko Zwycięstwo mierzyła swoje siły z zajmującą trzecie miejsce podium ekipą FC Almaz. Jako pierwsza prowadzenie w meczu objęła drużyna gości, która już w pierwszej minucie dzięki szybkiemu atakowi rozpoczętemu pod własną bramkę strzeliła gola. Gospodarze odpowiedzieli już dziesięć minut później i graliśmy „od nowa”. Pierwsza poła toczyła się szybką grą obu zespołów, a bramkarze obu ekip efektownie i efektywnie ratowali swoje zespołu przed stratą bramki. Wynik remisowy pod koniec tej części gry mogła odwrócić na swoją korzyść drużyna gospodarzy, kiedy po silnym strzale z za pola karnego piłka trafiła w poprzeczkę, a skierowana głową „dobitka” tylko obiła słupek bramki Leonida Isayenia. Dzięki tak wyrównanej pierwszej połowie nie mogliśmy się doczekać kontynuacji widowiska, którego dalsza część rozpoczęła się od szybkiego wyjścia na prowadzenie 3:1 przez Tylko Zwycięstwo. Dziesięć minut przed końcem drużyna FC Almaz wyrównała wynik meczu, który cały czas dostarczał wielu emocji. Opadająca z sił i zmęczona panującym upałem ekipa gości zaczęła powili lekko odstawać od rywala, który swoją determinacją zdołał wyjść na trzybramkowe prowadzenie, a fenomenalnie broniący Mateusz Kwaśny nie pozwalał na odrabianie strat gościom. Mecz zakończył się zwycięstwem gospodarzy 6:3, a my dziękujemy za pełen zwrotów akcji mecz obu zespołom.

5
18:30

Mecz drużyny, która gdyby rozpoczęła swoje zmagania od rundy wiosennej to dziś prawdopodobnie cieszyłaby się z awansu do ekstraklasy. Kapitalna postawa Gladiatorów, którzy w 9 spotkaniach rundy wiosennej zdobyli 22 punkty. Ich przeciwnikiem był beniaminek czyli Green Lantern, który może zaliczyć ten sezon do udanych, bo grali jak równy z równym z wyżej notowanymi rywalami. Spotkanie to rozpoczęło się dość leniwie, obie ekipy badały się i swój potencjał, nikt nie chciał popełnić błędu. Pierwsi do bramki przeciwników trafili zawodnicy „Zielonej Latarni”, którzy po golu Patryka Podgórskiego wyszli na prowadzenie. Kilka minut wyrównanej gry i do głosu doszli Gladiatorzy. Finalizatorem dobrej gry swojej ekipy był Piotr Płatek, który w 2 minuty strzelił 2 gole i wyprowadził swój zespół na jednobramkowe prowadzenie. W pierwszej części gry obie drużyny dały sobie jeszcze „po razie” i do przerwy mieliśmy wynik 3:2. W kolejnych 25 minutach obraz gry przypominał ten z końcówki pierwszej połowy. Gladiatorzy byli zespołem zdecydowanie częściej operującym piłką. Aktywny był zwłaszcza Kamil Kuczewski. Efektem tej dobrej gry faworytów były 3 gole w 8 minut po zmianie stron. Kolejne kilka chwil to ponowne sytuacje z jednej i drugiej strony. Goście wzięli się za odrabianie strat dopiero pod koniec meczu, kiedy to w 300 sekund zanotowali 3 trafienia, gospodarze odpowiedzieli 1 i pojedynek zakończył się rezultatem 7:5 dla ekipy Rafała Osińskiego.

Reklama